No sBlock: TELL_FRIEND_LINK in file: templates/container.tpl
III Zlot w Krainie - wrażenia "Plecaczka" - Royal Enfield Motocykl klasyczny
Wizyt
Dzisiaj: 56Wszystkie: 2464
Reklama

 

Jacek

                      


                     RE moich znajomych


History of Royal Enfield

ENFIELD RIDERS FILM

  • Plecaczek  S.
    Plecaczek S.

III Zlot w Krainie - wrażenia "Plecaczka"

       Z domu wyjechaliśmy o 7.20 rano. Do spotkania z pierwszą grupą na obwodnicy krakowskiej mieliśmy do przejechania 110 kilometrów. Rano jeszcze powietrze rześkie, ale potem robiło się coraz cieplej i cieplej. Nad Jeziorem Goczałkowickim lekka mgiełka a przez nią przebijające się promienie słoneczne. Jako pasażer miałam ten luksus, że mogłam napatrzeć się widoków do woli. Niestety, nie mogłam robić zdjęć. W każdym razie, jeszcze nie nauczyłam się robić zdjęć jadąc na motocyklu. A szkoda, bo świat, którym pomykaliśmy był wart uwiecznienia.

      Pszczynę przejechaliśmy w oparach truciciela, który nazywa się Sanos. Znacie tę markę autobusów? Cechuje ją wielki kłąb czarnych spalin, wydobywających się z rury wydechowej, umieszczonej akurat na wysokości naszych twarzy. Autobusy te prowadzi również charakterystyczny typ kierowców. To tacy panowie, którzy za Chiny Ludowe nie usuną się z drogi. Autobus płynął sobie majestatycznie akurat tą trasą, którą i my wybraliśmy. Ile razy Jacek chciał go wyprzedzić, tyle razy kierowca skręcał w lewo i zajeżdżał drogę. Ot, taka drogowa ciuciubabka. Ale motocykl to nie samochód i prawie wszędzie się prześliźnie. Lekko podtruci, w końcu uwolniliśmy się od „drogowego chamidła” i wjechaliśmy w Puszczę Pszczyńską. Cudny, poranny, leśny zapach. Zapach grzybów, mokradeł, cierpkiego zioła i zbutwiałych liści. Przypomniało mi się dzieciństwo.

      Puszcza Pszczyńska to mój pierwszy „dom”. Tu przeżyłam pierwsze 6 lat życia. O tej porze dnia jeszcze w niej mroczno. Tylko na polanach już pełno słońca. Przez puszczę przejeżdżaliśmy jeszcze parę razy. Były to jednak krótsze odcinki niż ten z Jankowic do Międzyrzecza. Na drogach niewielki ruch, zatem, mogliśmy dosyć szybko jechać. Trochę przyhamował nas objazd przed Liszkami. Kurcze, objazd wąską, prawie polną drogą. A tak dziurawą,  że groziło nam pozbycie się zębów osobistych i zawieszenia w Enfieldzie. Na tej fajnej drodze porządnie nas zakurzyły ogromne ciężarówki. Wyjechaliśmy z siwego piekiełka w Piekarach. Stamtąd, przez Wisłę, rozciąga się bajkowy widok na klasztor w Tyńcu. Przysadziste zabudowania w kolorze piaskowca, położone na wzgórzu i podświetlone słońcem, tworzą niesamowity kontrast z otaczającą je zielenią. No i znowu pożałowałam, że nie możemy zatrzymać się, aby zrobić zdjęcia, ale musieliśmy być na czas w miejscu zbiórki. Wyjechaliśmy na czteropas i popruliśmy dalej. Jazda drogą szybkiego ruchu ma to do siebie, że kiedy pomylisz zjazd, to nie ma zmiłuj się, trzeba jechać do następnego. No i tu znowu przewaga motocykla nad samochodem dała się odczuć. Po prostu wolniutko podjechaliśmy bokiem jezdni „pod prąd” za co spotkała nas kara. Kiedy stanęliśmy na poboczu, nasz Enfield wolniutko zaczął się przechylać i… prawie zaliczyliśmy glebę. Obładowany motocykl zatrzymać w „upadku”? Uffffffffffff….. udało się bez uszczerbku.

 

                   Jacek     Jacek            

 

      Na parkingu czekało na nas 7 motocykli różnych marek. Pościągaliśmy z siebie, co się dało, bo upał zaczynał się robić niemiłosierny. Kaski na głowę i rządek pojazdów skierował się do Niepołomic po resztę. Po drodze zwinęliśmy spod jakiegoś mostu jeszcze dwa Enfieldy. W Niepołomicach czekały już następne. W sumie w dalszą trasę wyjechało 13 motocykli. Przed nami było do pokonania 250 kilometrów.

Strony: 1 2 3 4 Następna »