No sBlock: TELL_FRIEND_LINK in file: templates/container.tpl
III Zlot w Krainie - wrażenia "Plecaczka" - Royal Enfield Motocykl klasyczny
Wizyt
Dzisiaj: 22Wszystkie: 196
Reklama

 

Jacek

                      


                     RE moich znajomych


History of Royal Enfield

ENFIELD RIDERS FILM

  • Plecaczek  S.
    Plecaczek S.

III Zlot w Krainie - wrażenia "Plecaczka"

 

      Z Niepołomic wyruszyliśmy około 11-tej. To była już trzecia nasza wyprawa do „Krainy nad Tanwią”, dlatego potrafimy jeździć grupą. Nasz motocykl jechał pierwszy. Jacek doskonale zna drogę, bo sporo razy nią jeździł. Poza tym, jako kierowca z pasażerem i na full obciążoną maszyną, nadawał tempo. Kolumnę zamykał kumpel, który zawsze na naszych wyprawach tak robił. Długa kolumna motocykli budziła zainteresowanie. Stanowiła jednak utrudnienie dla kierowców. Staraliśmy się jechać w „choinkę”, żeby jak najbardziej ją skrócić. Tak też jest bezpieczniej w razie wywrotki jednego z motocykli. Ten sposób jazdy umożliwia również kontrolę nad tym, czy wszyscy jadą i nikt nie został. Na skrzyżowaniach chłopcy na szybkich Yamahach „blokowali” jezdnię i robili „przejazd” kolumnie. Takie pokonywanie skrzyżowań przez grupę motocyklistów jest najszybsze oraz najbezpieczniejsze. Trzeba przyznać, że spotykaliśmy się ze zrozumieniem ze strony kierowców samochodów.

 

      Drogi na północny wschód od Krakowa są dobre, a miejscami bardzo dobre. Tylko między Rylową a wsią Zabawa, na odcinku 5. kilometrów- horror. Pech chciał, że w Rylowej „dostaliśmy” się za samochód z lawetą. Ni za cholerę nie można było go wyprzedzić. Jechaliśmy za nim z prędkością, mniej więcej, 50km/godz. Do momentu, kiedy zaczął się odcinek drogi, jak z najgorszych snów każdego kierowcy. Na poboczach gęsto „usiane” głębokie, ogromne wyrwy. Miejscami te wyrwy schodziły się prawie na środku jezdni. Pozostawał wtedy wąski pas do przejazdu. Gdzie indziej muldy, dziury, wyboje. Asfalt zdarty, żwir, piasek i sucha glina naprzemiennie jako podłoże. W jedną i drugą stronę ruch niczym na Marszałkowskiej. Droga normalna, taka dwupasmowa, lokalna czyli niezbyt szeroka a tu TIR po prawej, TIR po lewej- mijanka. Ciężarówki ze żwirem i piaskiem, ten nasz nieszczęsny samochód z lawetą no i my- długa kolumna motocykli. Wszystko w tempie 20 km/godz. w tumanach kurzu. Już nie wnikam, co każdy z kierowców ”mamrotał” pod nosem. A, że mamrotał to pewne, bo mnie samej co i rusz wyrywało się „O k….”. No, jak się siedzi z tyłu na niezbyt wygodnym siodełku i podskakuje jak na trampolinie, to nic bardziej cenzuralnego nie da się powiedzieć. Przeżyliśmy po prostu wiejski drogowy survival. Wszyscy wyszli cało. To naprawdę była bardzo ciężka i niebezpieczna jazda. Potem dowiedzieliśmy się, że w zawiązku z budową autostrady, cały ruch (z ciężarówkami i TIRAMI włącznie) puszczono tą wiejską, wąską drogą.

     

      Na obiad zatrzymaliśmy się w Przecławiu. Obiad to nazwa na wyrost. W piątek po południu, w Przecławiu (takie średnie miasteczko, chyba powiatowe) nie ma czynnej knajpy, żeby móc zjeść obiad. Poszliśmy na pizzę do skromnej pizzeri i polecam. Czegoś tak dobrego już dawno nie jadłam. Za Kolbuszową, w Sokołowie Małopolskim dołączył do nas jeszcze jeden Enfield. I tak w 14 motocykli, po przebyciu 370 kilometrów, dotarliśmy do „Krainy nad Tanwią” około 18-tej. Potem przyjechało jeszcze paru motocyklistów. W sumie na zlot dotarło, z różnych stron Polski, 18 Enfieldów i 6 motocykli innych marek: Yamahy, Hondy, Triumph, Kawasaki. Wszyscy biorący udział w zlocie są miłośnikami motocykla marki Royal Enfield. 

     Jacek