No sBlock: TELL_FRIEND_LINK in file: templates/container.tpl
Lata 80-te (ub. w.) - Royal Enfield Motocykl klasyczny
Wizyt
Dzisiaj: 32Wszystkie: 2440
Reklama

 

Jacek

                      


                     RE moich znajomych


History of Royal Enfield

ENFIELD RIDERS FILM

Lata 80-te (ub. w.)

 

     Do Olsztyna jeszcze tyle kilometrów a ja ciągle po lewej stronie Wisły. Siąpić zaczęło za Piotrkowem i mój młodszy towarzysz podróży na Junaku zawrócił na południe. Może to i dobrze, pojadę szybciej i nikt nie będzie mi marudził na postojach,.... że zimno,.... że pada,.....że coś tam. 

     Mżawka powoli zamienia się w deszcz, a ja z coraz mniejszą lubością wsłuchuję się w spokojny oddech mojego Dominatora wiozącego mnie nie -wymuszoną "setką". Zagęszczam postoje, by rozluźnić bolące od zaciskania szczęki. Bo w czasie jazdy za głośno dzwonią. Ubranie przemokło, zaczyna się ściemniać, postanawiam więc przejechać Wisłę w Wyszogrodzie i gdzieś przenocować. Dlaczego w Wyszogrodzie? Bo lubię coś nowego. Drewniany most. Podobno najdłuższy w Europie. Może i najstarszy? To co, mam się pchać przez Stolycę?

     Dotarłem. Szeroko rozlana Wisła, w ciemności nie widać drugiego brzegu. Stoję obok budki strażaków i obserwuję nadjeżdżające z przeciwka samochody. Most ma kilka szerokości i kilka poziomów więc reflektory pojazdów oślepiają wszystkich: żaby kryjące się po kątach, mnie i gwiazdy (strażnik chyba śpi, więc jego nie).

     Ruszam. Dechy śliskie jak cholera, poziom mostu co chwilę się zmienia. Mijam się z jednym pojazdem, następnym, i kolejnym. Temu, do diabła, się udało. Oślepiony nie zauważyłem, że most oprócz poziomów ma również progi. Walę się obładowanym Nortonem na śliskie dyle klnąc jak pijany woźnica. Na mokrych dechach ślizga się wszystko. Ręce w rękawicach, kolana w skórzanych spodniach, buty z wibramem. Nawet Avon Speedmaster. Dopycham go do krawężnika (pewnie świerkowego, bo szorstki). Dwie sekundy... i stoi. To jedna z wielu zalet nawet dużych "anglików". Ważą wystarczająco dużo, by świetnie się prowadziły i wystarczająco mało by użytkownik nie dostał przepukliny. Kopniak i dalej. A most? Nie wiem czy potomkowie Inków udostępniliby swoje dla turystów w podobnym stanie technicznym. No, chyba, że za dnia.

     Poranek zastał mnie w drodze. Bladobłękitne, późno-wrześniowe, warmińskie niebo z cumulusami nadchodzącego wyżu. I zimno jak diabli. W czasie krótkiej nocy "skóry" i buty nie wyschły i moim marzeniem jest kupno suchych skarpetek. Póki co, odkręcam ile się da. Przed Nidzicą wysiadam. Szklanka herbaty i podciągnięcie paska pod brodą, by nie słyszeć grających coraz częściej kastanietów. Nie pomaga. Papierochaaaa! Staję pod lasem. Śmierdząca, szklana lufka w zęby. Trach. Pluję szkłem. Następna - to samo. Pluję więc tytoniem i ciągnę tę temperaturę w zmarznięte cielsko. Pomogło. Następny dym za Olsztynkiem. 

Teraz wiem, że dojadę żywy. 

 

Janusz

(wspomnienia mojego brata pisane w 2006 r.)