No sBlock: TELL_FRIEND_LINK in file: templates/container.tpl
Pożegnanie Lata w Krainie 2012 - Royal Enfield Motocykl klasyczny
Wizyt
Dzisiaj: 42Wszystkie: 2450
Reklama

 

Jacek

                      


                     RE moich znajomych


History of Royal Enfield

ENFIELD RIDERS FILM

Pożegnanie Lata w Krainie 2012

Kochani, 

tym razem nie będę Was zanudzał przelewaniem na papier impresji pozlotowych. Sprawiły to zdjęcia, które pojawiły się w moim aparacie fotograficznym, a które przejrzałem po powrocie do domu. Nie nastawiałem się specjalnie na chronologiczny fotoreportaż, gdyż moja fascynacja fotografiką zawiera się w skromniutkich granicach, jest czysto amatorska i nigdy nie wyszła z okresu niemowlęcego, ale gdy już skończyłem oglądać te zdjęcia, a wierzcie mi, że trochę to trwało,  to sobie pomyślałem, że żadne moje słowa nie  wyrażą tego co niemal każde ze zdjęć uwieczniło. Niech wiec tym razem mówią zdjęcia.

Cóż takiego zawierają?

Tak się przypadkiem złożyło, że uwieczniły nie tylko kolorowy lub czarno-biały obraz widziany gołym okiem, pokazały i uwieczniły również uczucia, przeżycia i wrażenia uczestników Zlotu nad Tanwią. Tych zdjęć jest dosyć dużo, nie wszystkie są najlepszej jakości, ale wszystkie są radosne, na wszystkich widnieją postacie, które na nich na prawdę są sobą. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć  jak  wygląda radość, zafascynowanie, jeśli ktoś chciałby wiedzieć jaki wymiar może mieć wypoczynek, oderwanie się od zwykłej (lub niezwykłej) codzienności, niech obejrzy te, przecież nie wyreżyserowane zdjęcia, niech „wejdzie” do nich do środka, niech jeszcze raz w swojej wyobraźni przeżyje te, tak niedawno przeżyte przecież chwile. Warto, naprawdę warto!

 Wszyscy byliśmy na luzie, wszyscy się bawiliśmy, wszyscy byliśmy odprężeni, każdy na swój sposób. Dostojne matki i szacowni ojcowie rodzin stawali się młodymi, bardzo młodymi ludźmi, zafascynowanymi faktem spełnienia się ich marzeń, spełnienia, które można było dzielić z innymi. Czy wiecie jakie to ważne? Móc swoją radość, swoje szczęście dzielić z innymi? Jestem pewien, że dopiero wtedy takie doznania osiągają swą pełnię, swą wielkość, są niemal namacalne i  tak bardzo, bardzo bliskie. Może właśnie dlatego tak głęboko zapadają w naszej pamięci i może dlatego tak bardzo już dzień po zakończeniu Zlotu, pragniemy kolejnego spotkania. Spotkania nie obarczonego żadnymi zobowiązaniami, bezpretensjonalnego i bezgrzesznego? Pamiętacie treść  pewnej książki pt. „Bezgrzeszne lata”? Czy mamy coś z jej treścią wspólnego?  My w swojej zwariowanej na poły grupie?! Oj mamy wiele, bardzo wiele – jak widać nie tylko historia, ale i zwykłe ludzkie sprawy lubią toczyć się kołem, ale to są te dobre sprawy, ta dobra historia. Myślę, że to jest właśnie ten przypadek, gdzie siejąc dobro niemal natychmiast je możemy zbierać. To jest ta najwspanialsza płaszczyzna do umacniania się starych przyjaźni i budowania nowych.

Znacie powiedzenie „zezowate szczęście”? Tak więc czy to nie jest szczęście, …że Royale wymagają ciągle pieszczotliwych rąk swoich właścicieli i mechaników. Przecież między innymi dzięki temu są możliwe te nasze wieczorne spotkania  w garażu, gdzie koledzy kolegom pomagają leczyć czasem bardzo poważne i trudne przypadki  niedyspozycji niektórych z naszych wspaniałych maszyn, są możliwe te niezwykłe i nieczęsto spotykane, wieloosobowe  zebrania motocyklistów, mechaników, techników i inżynierów, często tylko przy jednej  żarówce nad rozgrzebanym Enfieldem, nad  którym odbywa się wspólna wymiana wiedzy technicznej i praktycznych doświadczeń. I wszystko to dzieje się w aurze dobrych humorów i dobrze rozumianego zainteresowania w oczekiwaniu na sukces czynionej operacji.

Zauważyłem, że na naszych spotkaniach pojawia się coraz więcej motocyklistów na motocyklach innych niż Royal Enfield. Czyż to nie najlepszy dowód na to, że łączyć nas wszystkich może nie tylko marka motocykla? Czyż nie jest to dowód na to, że wszyscy (jak jedna żona i jeden mąż) jesteśmy  kreatorami tego co jest najtrwalsze, najpiękniejsze i niekoniecznie ulotne?

Choć postanowiłem nie rozpisywać się tym razem to jeszcze tylko pozwólcie, że pochylę czoło przed bezpośrednimi organizatorami Zlotu i przekażę z serca płynące podziękowania  Eli i Dankowi, a za ich pośrednictwem całemu ich Zespołowi, za inwencję, pomysły organizacyjne, konkursy i nagrody oraz za to, że nasz zlot motocyklowy nad Tanwią i „Pożegnanie Lata” po raz kolejny stał się faktem  i chyba na stałe został wpisany do kalendarza.

Dziękuję też Jackowi z Pruchnej, „że nas stworzył” i ciągle dba o dalsze słoneczne perspektywy naszego motocyklowego Klubu.

(Ze względów technicznych zamieszczenie wszystkich zdjęć Stefana w tym miejscu jest niemożliwe - zapraszam: TUTAJ )