No sBlock: TELL_FRIEND_LINK in file: templates/container.tpl
Wrażenia z jazdy Enfieldem po 4000 km - Royal Enfield Motocykl klasyczny
Wizyt
Dzisiaj: 66Wszystkie: 2474
Reklama

 

Jacek

                      


                     RE moich znajomych


History of Royal Enfield

ENFIELD RIDERS FILM

Wrażenia z jazdy Enfieldem po 4000 km

Royal Enfield Bullet 500 - czyli wrażenia po przejechaniu 4000 km tym motocyklem


    „Już jakiś czas temu, a dokładniej rzecz biorąc w zeszłym roku, miałem przyjemność napisać parę słów na temat indyjskiego Enfielda. Dziś mam okazję powrócić do tego motocykla, ale już z dość konkretnymi spostrzeżeniami. Tak się bowiem złożyło, że ze względu na moje zamiłowanie do angielskiej wizji motocykla, postanowiłem sobie taki motocykl zakupić. Dlaczego enfielda, a nie jakiegoś starego angola? Z kilku powodów, z których część muszę pozostawić tylko dla siebie, ale parę z nich wyjawię w tekście poniżej. A dlaczego ten tekst trafił do działu weterany, a nie do motocykli seryjnych? Ano dlatego, że ciężko ten motocykl traktować jako współczesny seryjny sprzęt - należy raczej podejść do niego jak do weterana... Zapraszam więc do lektury.

    Royal-Enfield, a nie Enfield India, gdyż tak brzmi obecnie marka motocykla trafił do mnie pod koniec maja tego roku. Wybrałem model Bullet 500 Standard, czyli najtańszą z "pięćsetek", z czterobiegową skrzynią biegów i bez dodatków jak rozrusznik czy chromowane błotniki czy zbiornik. Pytanie dlaczego? Po pierwsze i najważniejsze - cena. Za nowy motocykl z poprzedniego rocznika cena wynosiła 13.500 złotych, czyli bardzo przyzwoicie. Po drugie: jak mawiali w starych, dobrych czasach, rozrusznik elektryczny jest dobry dla bab (przepraszam kobiety) i homoseksualistów... Może się na mnie obrazili wszyscy posiadacze rozruszników, ale szczerze mówiąc mam to gdzieś... To po prostu moja prywatna opinia. Dobra, zostawmy kwestię odpalania w spokoju i przejdźmy dalej. Kolejne pytanie, czemu wybrałem model bez chromowanych dodatków? Odpowiedź jest banalna. O ile chromy standardowe są prawie doskonałej jakości, o tyle chrom położony na błotnikach i zbiorniku w wersji deluxe jest tak lichy, że aż mnie odrzuca. Do tego pikowana kanapa w wersji "zbajerowanej" jest obleśna. Lecąc dalej - wybrałem skrzynię czwórkę, zamiast piątki, bo po pierwsze, wersja 5-cio biegowa ma brzydką pokrywę sprzęgła, a po drugie uważam, że motocykl o takich osiągach nie musi mieć piątki…

    …Jak widać motocykl wyglądał całkiem przyzwoicie. Polerka i chromy porządne. Powłoka lakiernicza też. Szparunki na zbiorniku malowane a nie naklejane pod lakierem. Logo Royal-Enfield to już niestety naklejka, ale na szczęście też położona pod lakierem. Generalnie pierwsze wrażenia były bardzo pozytywne, sprzęcior wygląda dużo lepiej niż na wszystkich zdjęciach, które oglądałem. Nawet kanapa, która na zdjęciach wydawała mi się zawsze tragiczna, na żywo prezentuje się nienajgorzej... co nie znaczy, że rewelacyjnie ;)

    Po złożeniu Enfielda do kupy należało wszystko posprawdzać, no i oczywiście odpalić... Co do tego sprawdzania - wszędzie słyszałem, że należy sprawdzić wszystkie śrubki, czy są aby dokręcone, niektórzy wspominali coś o niedokręconych szprychach (co stawia pod znakiem zapytania wycentrowanie kół). Zabraliśmy się zatem z serwisantem do przeglądu w/w elementów. Szprychy wszystkie ładnie dociągnięte, koła pięknie wycentrowane, ale owszem, parę śrub m.in. od mocowania silnika i od tylnych amortyzatorów były zbyt lekko dokręcone. Po 5 minutach, wszystko było jak należy, wiec wlaliśmy paliwko, "but" i motocykl chodzi. Od pierwszego kopniaka, bez najmniejszych problemów.

    Skoro odpalił to pora na wstępne uwagi dotyczące pracy silnika, a następnie pierwsza przejażdżka. Zaznaczam, że całe porównanie dotyczące kultury pracy silnika, hałasów, przyspieszeń itp. itd. jest kwestią względną. Wszystko zależy do czego ten motocykl porównamy, zatem, tak jak napisałem na początku, ja odniosę się do porównywalnych motocykli z "tamtej" epoki. Pracę silnika najprościej porównać do dobrze wyremontowanego Junaka (nie mylić z xiangxiongami, czy innymi skośnymi wyrobami...)- podobna konstrukcja, podobne zamysły, zbliżona pojemność. W stosunku do "janka" silnik Enfielda pracuje jakby bardziej miękko, nasza 350tka chodzi jakby bardziej metalicznie, ostro. Enfield sprawia wrażenie, że przyjemniej mu się "chodzi". Piec enfielda nie jest cichy, wyraźnie słychać wszystkie elementy, a już najbardziej to zawory. Podobnie jak w janku. Tyle tylko, że w RE jednak kilka razy ciszej... Podsumowując, odgłosy pracy silnika, mówią nam, że to weteran, ale klekot wydobywający się z jednostki napędowej jest znośny, można powiedzieć, że nie drażni ucha. Słychać go jednak wyraźnie, zwłaszcza, że wydech jest oryginalnie makabrycznie cichy. Pierwsze co należałoby zrobić, to go trochę "wypatroszyć".

   

    Pora na wrażenia z jazdy. Biegi z prawej strony, jedynka w górę, reszta na dół... hmm... ciężka sprawa, ale po chwili jeździ się już normalnie. Jednak w sytuacjach awaryjnych, bywało, że myślałem "klasycznie" myląc biegi i próbując je zmieniać dzwignią hamulca ;) Na szczęście wbiłem sobie do głowy, żeby nie hamować nożnym, przez co uniknąłem katastrofy w skrzyni biegów. Tak realnie, to do biegów przyzwyczaiłem się po jakichś 2 kilometrach, ale całkowite przestawienie się trwało do jakichś 100 kilometrów. Obecnie mylą mi się biegi w "normalnych" sprzętach...

     Mniejsza z biegami, pora na wrażenia ogólne. Do wykonania motocykla nie mam większych zastrzeżeń. Jest nieźle, znacznie bliżej anglii niż rosji. Motocykl jak na anglika przystało jest świetnie przemyślany, łatwy dostęp serwisowy do wszystkich elementów (znacznie lepszy niż w Junaku). Hamulce są bardzo dobre, przedni dwurozpierakowy działa jak należy, tylny nie gorzej. Największą tandetą w tym sprzęcie zajeżdża od lusterek - od razu powinny trafić na śmietnik, gdzie jest ich miejsce... Wyglądają jak lusterka od cezety po 5zł za sztukę. Wielkie, czarne, okrągłe, plastikowe i obleśne. Następną rzeczą, która drażni, są kierunkowskazy. Plastik z napylanym chromem. Wyglądają przeciętnie, można powiedzieć, że niezbyt dobrze, chociaż nie ma tragedii. Najgorsze jest co innego - tragicznie trzeszczą i łomoczą pod wpływem wibracji. Wniosek? Do śmietnika z nimi... Kolejną rzeczą, która powinna trafić wprost na śmietnik jest tylna lampa. Jest za duża i obleśna, chociaż ma ten plus, że może robić za bagażnik, można na nią położyć np. namiot ;) Tyle z minusów, reszta wykonana jest dobrze.

    Ok, przejdźmy do jazdy i podsumowania. Łącznie przejechałem do tej pory prawie 4000 km. Nic się nie popsuło, a nawet nic się nie odkręciło od wibracji. W tym czasie, motocykl musi przejść 2 przeglądy, polegające na wymianie oleju (dotarcie silnika) i na drobnych regulacjach. Ogólnie regulacje są zalecane co ok. 3000 km, czyli znacznie częściej niż we współczesnych motocyklach, ale jak na motocykl klasyczny, nie jest to jakoś specjalnie często. Poza przeglądami jedyne co zrobiłem, to nałożenie opasek zaciskowych na odmy, bo oryginalne były kiepskie i olej zamiast leciec do rurki leciał na blok silnika. Silnik ma trochę wibracji, sporo mniej od Junaka, ciut więcej od rusków, więc warto czasem przejrzeć, czy nic się nie odkręciło. Wibracja jest jednak znośna i w czasie jazdy nie ma tragedii... Oczywiście każdy fan motocykli nowoczesnych stwierdzi, że jednak jest tragedia, ale ja wolę czuć, że silnik pracuje. Podsumowując, jest to motocykl praktycznie bezawaryjny i wymagający normalnych czynności obsługowych charakterystycznych dla weteranów.

    Przejdźmy do właściwości jezdnych. Enfieldem można jeździć na trasie z prędkością stałą do 90km/h. Powyżej tej prędkości silnik ma już makabryczne obroty. Przy tej prędkości, po drobnej "modyfikacji" wydechu i regulacji gaźnika, spalanie wynosiło mi około 2,9l na 100km. Jazda 70-tką spowodowała zmniejszenie zużycia do około 2,8 litra. Można i mniej, ale ja ustawiłem gaźnik tak, aby uzyskać relatywnie największą moc. Co do prędkości podróżnych - podobno silnik Enfielda 500, był skonstruowany z myślą o trialu, takie więc ma przełożenie. Odniosłem właśnie takie wrażenie, że motocykl może jeździć nieco szybciej, zwłaszcza, że ewidentnie lepiej reaguje na gaz od np. Junaka. Osiągi w chwili obecnej są mniej więcej na poziomie radzieckiego M-72, czyli nie jest najgorzej. Prędkość maksymalna wg licznika to 118 km/h, ale samochód jadący obok pokazuje już 130km/h. Co jest prawdziwe? Powiedzmy, że prawda zawsze leży pośrodku ;) Postanowiłem jednak trochę ten motocykl przyspieszyć, zmieniając przednią zębatkę na większą o jeden ząb (jedynie przednią można wymienić). Na razie nie zamontowałem jej z braku czasu, ale Enfield powinien zyskać na prędkości podróżnej o około 10km/h, czyli powinna być możliwa jazda z prędkością stałą do 100km/h. Wydaje mi się, że mocy wystarczy, gdyż RE nie ma problemów z górkami, czy wyprzedzaniem (bez pasażera, a z pasażerem też nie ma tragedii). Nie ma tu mowy o czymś takim jak choćby w Janku, że do wyprzedzania czekamy, aż będzie z górki i najlepiej wiatr w plecy ;) A jeżeli nie wystarczy, to cóż... nie ma problemu z częściami do lekkiego tunningu... Generalnie części są łatwo dostępne, ceny zbliżone do radzieckich, ale znacznie lepiej wykonane. Jezeli ktos boi się części indyjskich, jest też praktycznie wszystko "made in England". Tyle, ze cena indyjskich x3.

    Odnośnie części i trwałości motocykla. Być może motocykl ten nie zrobi przebiegu do remontu takiego jak np. nowy japoniec, ale cała różnica polega na tym, że w RE każda część jest przemyślana w taki sposób, aby dała się naprawić, czego nie da się powiedzieć o motocyklach współczesnych. Prawda jest taka: japoniec zrobi duuużo kilometrów, po czym nada się tylko na złom. Enfield zrobi mniej kilometrów, po czym się go wyremontuje i tak w kółko przez najbliższe co najmniej 50 lat... Do tego jest pewien duży plus RE, który warto poznać. Są do niego dostępne części do tuningu, wyobraźmy sobie zatem, że pada nam wał korbowy, więc wymieniamy czop, ale nie na standardowy, a na czop angielski przeznaczony do wersji rasowanej do 45KM. Jak myślicie, ile wytrzyma taki czop w wersji nierasowanej? To taka mała zagadka, dla tych, którzy nie wierzą w trwałość tego motocykla.

    Podsumowując, jestem bardzo zadowolony i polecam ten sprzęt każdemu, kto lubi klasyki i nie ma dwóch lewych rąk...