No sBlock: TELL_FRIEND_LINK in file: templates/container.tpl
Wyżej od orłów - Royal Enfield Motocykl klasyczny
Wizyt
Dzisiaj: 31Wszystkie: 2439
Reklama

 

Jacek

                      


                     RE moich znajomych


History of Royal Enfield

ENFIELD RIDERS FILM

Wyżej od orłów

“Wyżej od orłów”

artykuł ze Świata Motocykli Nr 4/2005

 

     Relacja zawiera kilka zaledwie przygód i spostrzeżeń z wycieczki w Wysokie Himalaje. Była to część mojej podróży. W cztery miesiące - początkowo z grupą, potem samotnie - zwiedziłem Azję Centralną, Chiny, Pakistan, Indie(gdzie kupiłem motocykl Royal Enfield Bullet 350 ccm, którym wróciłem do Polski, mijając po drodze Pakistan, Iran, Turcję, itd.).

 

Royal Enfield

to król indyjskich szos. Wśród chmary płochych motorowerów i skuterów on jest najważniejszy. Enfieldowcy stanowią w Indiach odrębną kastę arystokracji. Na motocykle mogą pozwolić sobie tylko bogaci. Enfield jest więc symbolem statusu społecznego i najfajniejszą z zabawek. Pojazdy dzielą się na riksze, motorowery, samochody i Enfielda. Ten motocykl to klasa sama w sobie. Dla mnie - jeden z symboli Indii.

Biegi z prawej strony, hamulec z lewej, ruch lewostronny jak w Wielkiej Brytanii, na ulicach chaos i walka o miejsce. To była prawdziwa korrida. W Indiach ten lepszy, kto ma głośniejszy klakson. Enfield równa się pod tym względem z ciężarówkami, zaś nieliczni zapaleńcy montują sobie dodatkowo "ryk krowi", który skutecznie usuwa wszelkie przeszkody sprzed pojazdu. Za wyjątkiem świętych krów, te zwierzęta znają swój uprzywilejowany status i nawet w centrum miasta paradują środkiem drogi jakby nigdy nic. Jadę! Jednocylindrowy silnik 350ccm przebija się przez tło małych Hond 75ccm oraz motoriksz z dwusuwowym napędem. Rozpiera mnie duma, nawet gdy próbuję się włączyć w zwariowaną karuzelę pojazdów na rondzie. Omal nie wjeżdża we mnie riksza, te pojazdy są najbardziej nieobliczalne. Dyżurna wiązanka słów polskich i obcych leci do adresata, rikszarz nawet nie przeprasza, tylko ulatnia się chyłkiem. Mój wieczorek zapoznawczy z Enfieldem kończy się postanowieniem, że na następną jazdę pojadę... w Himalaje!

 

Himalaya driving school

      W szkole podstawowej wkładali nam do głowy, że Himalaje to największe góry świata. Byłem w Himalajach i przyznaje, są bardzo duże. Prawo jazdy kategorii A zrobiłem specjalnie na ten wyjazd, zaledwie miesiąc wcześniej. Moje doświadczenia z prowadzeniem motocykla ograniczają się do dziesięciu godzin kursu w Warszawie, umiem wiec robić ósemkę i jechać Czerniakowską za Lanosem.

      Rajskie Manali w Himalajach jest pierwszym poligonem doświadczalnym. Wypożyczam motocykl i stawiam pierwsze kroki na krętych uliczkach w tym górskim miasteczku. Enfield wygląda bajerancko, jedyny feler to liczba "666" na liczniku kilometrów. Zaiste, to szatański wehikuł przez dwa dni przeprowadził mnie przez kurs radzenia z wszelakimi plagami zmotoryzowanych. O kłopotach z odpalaniem, biegami i hamulcem nie ma co wspominać, przebita dętka na pustej górskiej drodze to już zadanie wymagające myślenia, podobnie jak schwytanie przez policję, targi o słuszności zatrzymania i wysokości mandatu, nawet próby odebrania kluczyków, koniec paliwa przy ostrym podjeździe.

      Bezpieczna jazda po indyjskich drogach wymaga opanowania kilku zasad. Pierwsza i najważniejsza dotyczy mijania. Jest niepisaną regułą, że pojazd nadjeżdżający z przeciwka zajmuje nasz pas ruchu, przy czym im większy pojazd, tym bardziej bezczelnie zajmuje nasz tor jazdy. Ciężarówki jadą pod prąd przy samej krawędzi drogi. Kierowcy, zamiast skorygować pojazd, używają klaksonu, by zgonić intruza na motocyklu. Ten z powodu braku miejsca trąbi na grupkę pieszych idących poboczem i jedzie prosto na nich (w Indiach z racji przeludnienia zawsze można spodziewać się grupki pieszych na poboczu). W ten sposób duży zgania średniego, a średni przegania małych i zawsze w ostatniej chwili udaje się ujść cało przed czołówką z ciężarowym. Inną zasadą jest dominacja klaksonu nad innymi instalacjami pojazdu. Zastępuje kierunkowskazy oraz przepisy ruchu drogowego (bardzo użyteczny przy przejeżdżaniu skrzyżowania na czerwonym świetle). Osobna sprawa to jazda nocą, serdecznie odradzane przez przewodniki turystyczne i miejscowych przyjaciół. Tutaj niepisana reguła mówi, ze zbliżając się do pojazdu nadjeżdżającego z przeciwka, należy zmienić światła na drogowe, a najlepiej odpalić jeszcze dodatkowe halogeny w celu maksymalnego oślepienia kierowcy. Nie dotyczy to nietypowego uczestnika ruchu drogowego, jakim są krowy - te królowe dróg wyłaniają się nagle przed motocyklem z nieprzeniknionych ciemności i za żadne skarby nie chcą zejść z drogi.

      Po dwóch dniach jazdy po Manali i okolicach uznaję postępy za znaczące, biorę inny motocykl i ruszam na samotną ekspedycję do Lahaul i Spiti Valley. To już jest konkret.

Strony: 1 2 3 Następna »